Teraz jest 25 lis 2020 1:52:38




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Mój idealny dzień 
Autor Wiadomość
Użytkownik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lut 2008 17:22:42
Posty: 18
Post Mój idealny dzień
Tytułem wstępu tekst poniższy wyszedł w ramach eksperymentu. Nie jest to nic szczególnego ale zaczęło się od rozmowy dwojga przyjaciół z których jedno wspomniało, że się nudzi. A drugie jako sposób na nudę zaproponowało "to opisz mi swój idealny dzień". Ta się zaczęło. Efekt widnieje przed wami [:D] To tylko moja część, całkowicie zmyślona i niemająca niestety podstaw w rzeczywistości [:D]





Jest zima, na dworze napadało sporo śniegu ale słońce świeci i ma się wrażenie że za oknem lśnią diamenty. Budzę się rano i przeciągam, takie poranki lubię, bez pośpiechu, bez planów, bez zobowiązań. W pokoju jest ciepło, to znak, że klimatyzacja działa, mój jedyny kaprys na który sobie pozwoliłam w moim życiu. Tak uwielbiam jak jest ciepło... przeciągam się jeszcze raz, sen jeszcze nie odszedł i staram się uchwycić jego resztki by zatrzymać te chwilę porannego lenistwa jak najdłużej.
Wyciągam rękę w poszukiwaniu ciała, które jeszcze kilka godzin temu dało mi ciepło, do którego tuliłam się całą noc, niestety miejsce jest puste... poduszka jeszcze ciepła, to znak że wstał chwilę wcześniej. Przeciągam się ponownie. Niby powinnam wstać i zacząć dzień ale jednak nie potrafię się powstrzymać i nadal leżę. Pościel jest taka ciepła i kusząca.
Nie można jednak wylegiwać się cały ranek w łóżku, postanawiam wstać i zacząć dzień od szybkiego prysznica, jednakże zanim do końca skrystalizowałam swoje plany do moich nozdrzy doszedł zapach... oj tak poznaję ten zapach, ten cudowny aromat zaczyna przenikać wszystko po chwili znajduje jego źródło... a właściwie to ono znajduje mnie. Kto by pomyślał że kawa stojąca tuż koło łóżka będzie taką wspaniałą niespodzianką. Żadne śniadanie, żadne frykasy nie zastąpią tego smaku na podniebieniu o poranku. Och czarna, słodka i taka aromatyczna. To jest coś dla czego warto budzić się każdego dnia nawet kilka minut wcześniej.
Kawa pobudza mnie, czuję się teraz silna i przebojowa, i zdolna podbić świat. Nic mnie nie może powstrzymać po takim zastrzyku energii... ale zaraz, to nie koniec niespodzianek, zaraz za drzwiami natykam się na kwiat. Kwiat? Trochę to dziwne, zwłaszcza o tej porze roku i w taką pogodę, ale przede mną na ziemi leżą goździki, nie wiem ile… sporo, wszystkie czerwone, podnoszę jeden... tak to goździki ten zapach jest odurzający i przywołuje wspaniałe wspomnienia. Tak to miła niespodzianka... moja ciekawość została pobudzona - kawa, kwiaty, co czeka mnie dalej? Przecież to nie może być już koniec. Prawda?
Idę wzdłuż kwiatów, staram się nie nadepnąć żadnego, w końcu to piękne kwiaty i było by ich szkoda. Nie zbieram ich, na to przyjdzie czas później, teraz aż płonę z niecierpliwości, nie mogę się doczekać co dalej. Mijam jeden pokój, drugi, zaglądam do kuchni, wszędzie panuje porządek, który zaburzają jedynie kwiaty, są chyba w każdym pomieszczeniu. Idę dalej, przemierzyłam już wszystkie pomieszczenie i jest pusto, nic nie ma, a właściwie nikogo, dom jest pusty...Chociaż chwileczkę co to jest?
Na kredensie tuż obok miejsca, w którym skończyły się kwiaty stoi oparta o wazon koperta z wypisanym ręcznie na niej moim imieniem. Niecierpliwie rozrywam kopertę, w środku jest adres. Nie znam go nawet nie wiem, co to jest, gdzie to jest i dlaczego ja mam ten adres. Zaglądam na drugą stronę kartki, ale tam jest napisane jedynie "Przyjedź do mnie". Poznaję ten charakter pisma, często go widuję. Uśmiecham się do swoich myśli. Pora zacząć działać. Ten adres jest intrygujący.
Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się w garderobie. Postanowiłam szybko się ubrać, zamówić taksówkę i jak najszybciej znaleźć się pod wyznaczonym adresem. Cieszyła mnie myśl, że dzisiaj związku z tym tajemniczym adresem czeka mnie ciekawy dzień, i wprost nie mogłam się doczekać jego końca. Otworzyłam pierwszą szafę i zaczęłam wyciągać ubrania na chybił-trafił. Sięgając pod spodnie moja ręka trafiła na pakunek. Niewielka paczuszkę, ładnie opakowaną i z różową kokardką. Nim zdążyłam ją dokładnie obejrzeć, dostrzegłam na kolejnej półce jeszcze jedną podobnie opakowaną paczuszkę. Szybko zajęłam się przeglądaniem zawartości szafy i wkrótce na podłodze przed szafą znalazło się 5 podobnie opakowanych paczuszek. Największa z nich była wielkości pudełka po butów, najmniejsza miała wymiary dużego pudełka do zapałek.
Zabrałam się do otwierania paczek. Zaczęłam od tej największej. I po chwili zawartość wszystkich paczek leżała rozłożona na łóżku. Widząc, co zawierały paczki, myśl, że ubiorę się szybko i w byle co odsunęła się na drugi plan. Do tego co leżało na łóżku nie można było ubrać się w byle co. Potrzebna była specjalna oprawa. Zaczęłam od kąpieli, potem makijaż, i wszystkie inne czynności, które na co dzień wykonuje kobieta, a potem rozpoczęłam ubieranie się we wszystko co znalazłam w paczuszkach. Bielizna, szykowna, w pięknym bordowym odcieniu leżała na mnie jak druga skóra… widać od razu, że wybierało ją oko, które doskonale zna mnie jak i moje ciało. Następnie założyłam pończochy, czarne nylonowe, które doskonale poprawiają wygląd moich nóg i skutecznie potrafią przyciągać męskie spojrzenie. W tym momencie poczułam się bardzo kobieco. Spojrzałam w lustro i to co widziałam bardzo mi się podobało. Założyłam sukienkę, w czerwonym kolorze, który przyjemnie opalizował, lekko marszczoną, ale idealnie dopasowaną. Do kompletu brakowało mi tylko butów ale i one były w paczkach tak więc szybko założyłam je na siebie. Tak muszę przyznać, że wyglądałam całkiem dobrze, i byłam już gotowa na resztę niespodzianek.
Taksówka zamówiona przeze mnie, podjechała szybko. Szybko też nawet jak na warunki miejskie podjechała pod wskazany adres, którym okazała się być siedziba - jak głosił afisz nad wejściem – najstarszego antykwariatu w mieście. To ciekawe, sądziłam, że poznałam już wszystkie takie miejsca w mieście, w końcu nie jeden dzień spędziłam chodząc ulicami miasta w poszukiwaniu antykwariatów, księgarń i innych przybytków oferujących zaspokojenie mojego literackiego głodu. Sprawdziłam jeszcze raz czy adres się zgadza z tym podanym w liście i weszłam do środka. Antykwariat był dosyć mały, ale czysty i zadbany. Na pierwszy rzut oka widać też było, że woluminy poukładane na półkach są zadbane i w dobrym stanie. Rozejrzałam się zachłannie w środku, poszukując śladów czyjejś obecności ale nikogo nie dostrzegłam. Wydawało się, ze jestem tu sama. Po chwili dopiero dostrzegłam drzwi na zaplecze i gdy tylko postanowiłam do nich zapukać, otwarły się a ze środka wyszedł mężczyzna.
Mężczyzna, był w średnim raczej wieku, zadbany i wyglądał raczej jak właściciel tego lokalu, niż osoba, po której spodziewałam się, że przygotowuje mi te niespodzianki. I po prawdzie to chwilę potem nawet się nim okazał. Podarował mi jeden czerwony goździk, kolejny zapieczętowany list, jednocześnie informując, że poproszono go o to. Wiedział jak mam wyglądać, w co będę ubrana i ma nadzieję że będę się dobrze bawić odkrywając resztę zagadki. To zaczęło robić się coraz bardziej intrygujące… jakie zagadki? Do tej pory wszystko szło łatwo i sprawnie, czułam się jak prowadzona po sznurku. Ciekawe. Wyszłam na zewnątrz i rozerwałam list. W środku było zdjęcie. Właściwie nie jakieś zwykłe zdjęcie ale czarno – białe zdjęcie przedstawiające jedno z najwspanialszych miast świata. Zdjęcie wydawało mi się postarzone, z lekko pojaśniałymi brzegami i nieregularnymi zagięciami. Na odwrocie, podobnie jak w liście, który otrzymałam wcześniej był tyko jedno zdanie, napisane znajomym charakterem pisma. „Znajdź mnie 14 luty”. No tak, mam już swoją zagadkę.
W pierwszej chwili pomyślałam o Paryżu, w końcu Wieża Eiffla widoczna na zdjęciu bardzo ułatwiła rozpoznanie miejsca. Jednakże, zdaje się, ze to nie o to chodziło, w końcu nigdy nie byłam w Paryżu i raczej nic nie zapowiada bym miała się tam szybko wybrać. Spróbowałam pomyśleć o drugiej części zagadki - 14 luty – Walentynki? Niby tak, ale Walentynki to takie komercyjne święto, i jakoś nigdy specjalnie go nie obchodziłam. Tak właściwie to nawet nie bardzo lubię to święto. Nawet nie pamiętam co robiłam w tym roku w tym dniu. Dobrze, że do kolejnych Walentynek jest jeszcze trochę czasu. Trochę się zaczęłam martwic, nic mi właściwie nie przychodziło do głowy i naprawdę nie wiedziałam od czego mogłabym zacząć. W dodatku zaczęło się robić zimno. No tak stanie w środku zimy w pantofelkach na śniegu raczej nie sprzyja utrzymaniu ciepła a taksówka już odjechała. Stałam jeszcze chwilę i ruszyłam w stronę miasta. Może po drodze coś mi przyjdzie do głowy. Zaczęłam analizować wszystko jeszcze raz i od początku, co znaczy Paryż, co to za miejsce, gdzie jest, i co się z nim wiąże. Tak samo zrobiłam z datą 14 luty – kombinowałam z różnymi ustawieniami, znaczeniami itd., zestawiałam Paryż i Walentynki we wszystkich chyba możliwościach i naprawdę nic mi nie przychodziło do głowy. Było by chyba kiepsko z moją dedukcją gdyby nie pewne zdarzenie. Wpatrywałam się tak intensywnie w zdjęcie próbując odgadnąć co może znaczyć, że nie zauważyłam lampy i w nią weszłam. Nawet ją przeprosiłam, sadząc, że wpadłam na kogoś. Dopiero gdy podniosłam wzrok dotarło do mnie co zrobiłam i zaczęłam się śmiać. Po chwili zaczęłam się śmiać jeszcze raz gdy przeczytałam afisz zawieszony na lampie. Nie mniej nie więcej pisało na nim: Galeria Święty Walenty zaprasza na wernisaż „Paryż w fotografii”. Dalej już nawet nie czytałam. Przypomniałam, też sobie, że podobny afisz widziałam u nas w domu, tylko wcześniej widocznie nie zwróciłam na niego uwagi.
Wiedziałam już gdzie mam zmierzać i tak zrobiłam, od razu mi się też weselej zrobiło w końcu zagadka przecież nie była taka trudna. Muszę przyznać, że nie oparłam też się pokusie by zmierzając do celu nie przejrzeć się w oczach mijających mnie mężczyzn. Z zadowoleniem mogę przyznać, że podobało mi się to co widziałam w ich wzroku. Do Galerii nie było daleko, a jako że zbliżały się już popołudniowe godziny podejrzewałam, że będzie ona już otwarta. Nie myliłam się, drzwi były otwarte, Galeria przyjmowała już zwiedzających. Kupiłam bilet, oddałam płaszcz do szatni i udałam się na zwiedzanie.
Zdjęć było dużo, nie wszystkie czarno – białe, tak jak to które trzymałam w dłoniach. Część z nich była kolorowa. Wszystkie były piękne i każdym po kolei się zachwycałam. Lubię Paryż, nigdy tam nie byłam, ale oglądając zdjęcia zawsze powtarzałam sobie, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że się tam wybiorę. Zwiedzałam po kolei wszystkie pomieszczenia, oglądałam zdjęcia i szlam dalej. Nawet nie zauważyłam kiedy zapadł zmrok. Szłam dalej w pewnym momencie, zdaje się, że to już nawet było ostanie pomieszczenie w którym były zdjęcia do oglądania natknęłam się na zdjęcie, które w mniejszym formacie trzymałam w dłoni. Obok tuż przy tym zdjęci, przyklejona była koperta z moim imieniem. Koperta w przeciwieństwie do dwóch pozostałych nie była biała. Miała raczej kremowy odcień z wizerunkiem kwiatu na sobie. Tym kwiatem był oczywiście goździk, mój ulubiony kwiat. Szybko zerwałam kopertę ze ściany z zajrzałam do środka.
Zajrzałam i ponownie jak w przypadku dwóch pozostałych listów czekała na mnie krótka wiadomość. „Czy zajdziesz dla mnie do Piekła?”. To nie była zagadka, tym razem wiedziałam czego się po mnie oczekuje i właściwie nie musiałam się zastanawiać co robić. Szybko wzięłam z szatni swój płaszcz i wyszłam na zewnątrz. Zaskoczona byłam tym co zobaczyłam. Zapadł już zmrok, latarnie świeciły a lekki mróz sprawiał, ze śnieg, który utrzymywała się od rana przyjemnie skrzypiał pod nogami. Zmierzałam do Piekła, więc nawet mróz nie był mi straszny. Piekło to restauracja. Właściwie to nawet moja ulubiona restauracja z włoskim jedzeniem. Znajduje się w małej uliczce tuż obok rynku. Mało chyba kto wie, że tam jest restauracja, no chyba, że trafi tam przypadkiem, albo się zgubi. Jedzenie mają pyszne, gorące i ostre… takie jak lubię. Muszę przyznać, że nawet wina serwują tam przyzwoite. Nie hiszpańskie jak lubię, ale też dobre… najważniejsze w końcu, że czerwone.
Wkrótce dotarłam na miejsce i muszę uczciwie przyznać, że tym razem Piekło mnie zaskoczyło. Zamiast zobaczyć znajome wejście, nazwę lokalu wymalowaną na ścianie i prawie już całkowicie zarośniętą bluszczem zobaczyłam zupełnie coś innego. Mnóstwo czerwonych lampionów, takich trochę na chińską modłę, choć może nie do końca, w końcu to była włoska restauracja. Między lampionami w bluszcz, który stracił lampionami letnim sezonie pysznił się zielonymi barwami a teraz straszył suchymi gałęziami wplecione zostało kilka kwiatów. Uśmiechnęłam się, byłam na miejscu i czułam się wspaniale. Weszłam do środka. Już za drzwiami w moje nozdrza uderzyły wszystkie te wspaniałe zapachy, które unosić się mogą tylko z kuchni. Zobaczyłam pusty lokal, w którym nie było ludzi, nikt tez na mnie nie czekał. Rozejrzałam się po sali, na żadnym stoliku nie było nakryć, brakowało obrusów, wazonów, kwiatów, wszystkie świeciły pustkami. Już się wystraszyłam, że lokal jest zamknięty i źle coś trafiłam, gdy w koncie w alkowie, która odsłonięta była od reszty przestronnej sali zobaczyłam stolik na którym paliły się świece. W wazonie na stoliku wetknięty był jeden samotny goździk a o świecznik opierała się koperta. Szybko ściągnęłam z siebie płaszcz i podeszłam do stolika. Usiadłam położyłam na stole 3 poprzednie koperty i zajrzałam do tej kolejnej. Właściwie to już nawet nie byłam zaskoczona widząc co jest w środku. W końcu już 3 podobne wiadomości otrzymałam. Tym razem wiadomość nie była wcale dłuższa, ale i tak wywołała przyspieszone bicie serca. Uśmiechnęłam się. „ To jeszcze nie koniec” przeczytałam i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki drzwi od kuchni się otwarły i na salę wszedł kelner. Ubrany w czarny garnitur, biała koszule i muszkę niósł ze sobą talerze. Postawił jeden przede mną, drugi talerz obok. Zapytał, jakie wino podać i się oddalił. Dosłownie chwila minęła gdy poczułam ręce zasłaniające mi oczy i usta szepczące mi do ucha słowa. Ręce nadal zasłaniały mi oczy ale poczułam zapach. Męski i odurzający zapach wody kolońskiej i męskiego ciała. Chyba najwspanialszy zapach na świecie, przy którym blaknie nawet zapach goździków, który tak lubię. Wsłuchałam się w głos, który szeptał mi uwodzicielskie zaklęcia do słucha, który pytał jak spędziłam dzień i który był niezmiernie ciekawy jak mi się te wszystkie niespodzianki dzisiejszego dnia podobały. Tak jakby nie wiedział… On który zna mnie tak dobrze, który wie co lubię, na czym mi zależy i sprawił, że dzień ten był najwspanialszym dniem mojego życia. Poczułam, jak dłonie opadają z moich oczu, podniosłam się powoli i zaczęłam się obracać gdy usłyszałam muzykę. Znam ją, kojarzę, wiem co to gra. Ten dźwięk w końcu budzi mnie każdego dnia. Robi mi się gorąco, odwracam się i… otwieram oczy. Jestem w swoim łóżku, w mieszkaniu, za oknem pada śnieg, który lśniąc w słońcu wygląda jak małe diamenty. Przeciągam się rozkosznie, takie poranki lubię, bez pośpiechu, bez planów, bez zobowiązań. Na stoliku obok stoi parująca jeszcze kawa. Wyciągam rękę, na poduszce obok, gdzie powinno leżeć ciało, do którego tuliłam się w nocy, nie znajduję go, lecz leży tam kwiat… Nie taki zwykły kwiat, to goździk.



Prosze o komentarze :D


29 lut 2008 17:57:12
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 04 mar 2008 14:53:51
Posty: 44
Lokalizacja: ÂŚwiat
Post 
A juz myslalam, ze zdradzisz kim byl ten tajemniczy nieznajomy.A moze i dobrze, ze jednak nie, wtedy mniej by przyciagnelo uwage.
Intrygowal mnie ten twoj dzien,ale moze zeby bylo wiecej opisow, bardziej moglby poruszyc wyobraznie.


10 mar 2008 17:14:31
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 20 mar 2008 20:47:56
Posty: 54
Post 
OOOOOOOOOOO !!! Ta elegancja! ;P Bardzo dobrze napisane i przez kobietę z wyobraźnią :) Może inni uznają temat za oklepany, ale mnie opowiadanie podoba się. Twoja bohaterka kojarzy mi się z damami z lat dwudziestych : piękne , w atłasowych sukniach i tajemnicze jak kotki :) Klimat milutki i wygładzony. Tak właśnie powinien wyglądać idealny dzień :)


23 mar 2008 19:07:22
Zobacz profil
Użytkownik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lut 2008 17:22:42
Posty: 18
Post 
Nie spodziewałam się, że spodoba się to komuś :D ale cieszę się bardzo z pozytywnych opinii :D Zwłaszcza, że to pierwszy raz jak postanowiłam cokolwiek pokazać szerszemu gronu czytelników :D Kto wie może za jakiś czas odważę się ponownie coś wam pokazać :D


24 mar 2008 13:27:47
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron