Teraz jest 30 lis 2020 6:43:56




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Czas mścicieli 
Autor Wiadomość
Użytkownik

Dołączył(a): 13 sty 2014 17:54:32
Posty: 4
Post Czas mścicieli
Witam.
Piszę powieść o tematyce wojny średniowiecznej która zawierać będzie wiele spisków, intryg, i zwrotów akcji. To moja pierwsza w życiu powieść więc proszę o wyrozumiałość. Jeden z rozdziałów zamieściłem na swoim nowym blogu:
czas-mscicieli.blog.pl
Zapraszam do przeczytania i proszę o opinie.


13 sty 2014 17:57:55
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 13 sty 2014 17:54:32
Posty: 4
Post Re: Czas mścicieli
Kolejny przykładowy rozdział.

Ludgar wciąż jechał przed siebie. Gdy w Dolandarze dowiedział się od barmana, że ludzie z medalionem uciekli nie tracił czasu, wypił szybko swoje piwo, podkuł konia i ruszył w drogę. Z początku wydawało mu się, że szybko ich znajdzie, dogoni i zabije jeśli trzeba, medalion musiał dostać się w jego ręce. Było ich pięcioro, dwóch młodzieńców, dziewczynka i starzec. Na pewno bez problemu by ich pokonał.
Walczyłem już z bardziej doświadczonymi przeciwnikami. Pomyślał.
Szybko jednak zdał sobie sprawę, że dorwanie ich graniczy z cudem. Nie znalazł żadnego tropu, żadnych śladów, mogli pójść w każdą stronę, być wszędzie a Galathar jest wielki. Teraz jedyne co mu zostało to jeździć z miasta do miasta, z wioski do wioski i pytać ludzi czy nie widzieli pięcioro podróżników. Dał słowo Wilkowi i nie chciał go zawieźć, ta misja była bardzo ważna.
W czasie podróży rozmyślał nad tym co zmusiło ich do ucieczki z miasta. Bardzo prawdopodobne, że odkryli zawartość medalionu. Tylko co w nim było? Czyżby mapa wskazująca gdzie ukryta jest Złota Korona? Tylko to przychodziło Ludgarowi do głowy, o tym mówił ich zaufany szpieg. Korona to pierwszy krok do zwycięstwa. Ludgar wie jak się sprawy mają, a przynajmniej wie tyle co trzeba. Nie wszyscy w Galatharze są zadowoleni z rządów Krafta, wielu z nich chciałoby widzieć jego głowę na palu. Gdy Wilk założy na głowę Złotą Koronę w końcu będzie mógł zdjąć maskę i wszyscy dowiedzą się kim jest. Wszyscy niezadowoleni przyłączą się do niego ponieważ zrozumieją, że tylko on nadaje się na władcę. Odznaczył się wielkim męstwem podczas bitw z Kraftem. Jest najinteligentniejszy i najbardziej waleczny.
Właśnie dlatego się do niego przyłączyłem.
Przywódca idealny, z charyzmą i potencjałem. Zajdziemy z nim bardzo daleko.
*
Minął dzień. Ludgar dalej szukał lecz nie było żadnych postępów. Nie jadł, nie pił, nie spał. Jego koń też był wyraźnie zmęczony, z każdą godziną gnał coraz wolniej, przestał ryczeć.
Za bardzo się zaangażowałem. Pomyślał z zażenowaną miną.
Tak, musimy odpocząć.
Przed południem Ludgar dostał się do wioski Pinakota. Była to dość duża wioska położona na terenie Erellionu. Choć miasto leżało bardzo blisko Ludgar nie chciał przechodzić przez jego mury. Zaraz po przejściu przez bramę strażnicy zabierają przybyszom wszelką broń jaką dysponują, zamykają ją w skrytkach w podziemnym miejscu, tam otoczone są kratami i pilnowane przez dwóch strażników, przybysz dostaje kwit który musi pokazać gdy będzie chciał odzyskać broń. Jednak Ludgar nie lubił rozstawać się ze swoim mieczem, dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Ponadto wolał nie oddawać go w ręce ludzi których nie znał, był z natury bardzo nieufny, z resztą zawsze go tak uczyli.
Pinakota była wioską handlującą z Erellionem. Słynęła z największych pól uprawnych w całym Galatharze, to też Erellion był miastem dobrze prosperującym a Pinakota, co tu dużo mówić, bogatą wioską.
O tej porze Ludgar nie zastał w niej wielu ludzi. Wieśniacy rankiem wyruszyli w pole. Jedni orali ziemię pługiem, inni pasali krowy, ludzie pracowali. Przejeżdżając przez wieś Ludgar ujrzał kilku ludzi którzy młócili zboże cepami, w innym miejscu kobiety karmiące kury i świnie. W końcu dotarł do miejsca które go interesowało, stajni w której zostawił konia. Zapłacił za jego przetrzymanie. Obok stała kuźnia, Ludgar poprosił kowala aby podkuł jego konia. Ruszył do najbliższej karczmy. Przebył duży kawał drogi, ucieszyła go myśl, że w końcu będzie mógł odpocząć i coś zjeść. W środku nie zaznał niczego niespodziewanego. W porównaniu z wesołą atmosferą w karczmie w Dolandarze, tutaj było bardzo spokojnie. Garstka ludzi siedziała przy stołach jedząc obiad, nie zwracali na niego zbytniej uwagi. Za ladą ujrzał karczmarza, stał tyłem myjąc kufle. Ludgar podszedł do lady i od razu położył na niej sakiewkę z pieniędzmi. Karczmarz, słysząc brzęk monet, odwrócił się błyskawicznie.
– Witaj, panie – rzekł do niego z uśmiechem. – Widzę żeś nie tutejszy, przybyłeś z daleka? Piękny dzień na podróż. Ludgar tylko skinął głową, miał zasępioną minę.
– Czy humor nie dopisuje? – spytał karczmarz z zażenowaniem.
– Wybacz – Ludgar zdobył się na wymuszony uśmiech – Po prostu przebyłem bardzo długą i męczącą drogę.
– Zaiste, zauważyłem – rzekł karczmarz patrząc na jego twarz po czym dodał – co podać?
- Czerwone wino – odpowiedział.
– To rozumiem – karczmarz uśmiechnął się się i wyjął butelkę. – jakieś jedzenie?
- Danie dnia?
- Ryba z jajami.
– Niech będzie – wiedział, że zje cokolwiek byleby tylko zaspokoić głód.
Już po chwili Ludgar jadł obiad popijając go winem. Gdy skończył, tradycyjnie spytał karczmarza czy nie widział tu piątki młodzieńców i jednego starca. Gdy ten odpowiedział przecząco Ludgar zamówił pokój na jedną noc i od razu poszedł na górę. W pokoju stał mały stół z dwoma krzesłami, gdzie można było spożywać posiłki, zaś w rogu duże łóżko. Ludgar zamknął pokój na klucz i schował miecz pod łóżkiem na którym się położył. Był tak zmęczony, że zasnął od razu mimo, że było dopiero południe.
Miał niespokojny sen. Przebywał w wiosce i obserwował rzeź jej mieszkańców. Domy płonęły, wszędzie dym i płomienie które rozjaśniały jego pole widzenia. Krzyki kobiet i dzieci łamały mu serce. Chciał im pomóc, lecz nie mógł, był zamknięty w klatce która stała w samym środku tego tragicznego zdarzenia.
– OTWÓRZCIE! POMOGĘ WAM! – krzyczał na całe gardło trzęsąc kratami, lecz nikt mu nie odpowiadał, czuł się taki bezradny. Ludzie przebiegali obok jego klatki zupełnie nie zwracając na niego uwagi. Padali od strzał, w koło widział coraz więcej trupów, nie mógł na to patrzeć, zaczął krzyczeć czując wewnętrzny ból. Ogień zaczął ogarniać wszystko, Ludgar czuł jego piekący żar, łzy napływały mu do oczu.
– MOGĘ WAM POMÓC! TYLKO OTWÓRZCIE TE CHOLERNE DRZWI!!! – krzyczał coraz głośniej.
– Zamknij się! – ktoś krzyknął obok niego.
Ludgar błyskawicznie spojrzał w bok. Obok klatki stał zamaskowany człowiek który wpatrywał się w niego, podniósł łuk, wyciągnął strzałę z pochwy na plecach i wycelował ją prosto w jego głowę. Ludgar zobaczył na jego piersi rysunek przedstawiający węża.
– NIEEEEE – krzyknął.
Zamaskowany mężczyzna puścił cięciwę.
Ludgar zerwał się z łóżka, był cały zlany potem, serce biło mu o wiele szybciej niż zwykle. Spojrzał w okno, było już ciemno, księżyc rozjaśniał nieco niebo.
Usiadł na łóżku i złapał się za głowę, już od dawna nie był tak niespokojny.
To tylko sen. Pomyślał. Bardzo zły sen.
Nagle coś sobie przypomniał, błyskawicznie zajrzał pod łóżko, na szczęście miecz ciągle tam był.
– Spałem już wystarczająco długo – stwierdził.
Wyciągnął miecz spod łóżka, otworzył drzwi i ruszył schodami na dół.
W sali paliło się wiele pochodni. Przy stołach siedziało nieco więcej ludzi niż w południe, jedli kolację i gawędzili między sobą.
Gdy zszedł po schodach karczmarz zauważył go.
– Och, już pan wstał – zawołał wesoło. – Może wina?
- Wody – odpowiedział jednak Ludgar.
Zdziwiony karczmarz wyjął szklankę i nalał mu wody do pełna. Ludgar wypił ją trzema łykami, położył na ladzie dwie złote monety, po czym ruszył w stronę drzwi.
– Już pan wychodzi? – spytał zaskoczony karczmarz.
Ludgar odwrócił się w jego stronę.
– Przepraszam, pilne sprawy, nie cierpiące zwłoki.
Gdy wyszedł z karczmy od razu ruszył w stronę stajni. Zastał tam swojego konia, już z nowym podkuciem. Dowiedział się także od wieśniaka, że został on nakarmiony i napojony, nie pozostało mu już nic innego jak tylko znów ruszyć w drogę. Wsadził miecz między siodło i wskoczył na konia. Gdy przemierzał drogę zauważył, że wszystkie domy były już pozamykane. W niektórych paliły się jeszcze światła, jednak we większości było już całkowicie ciemno, ludzie spali. Gdy Ludgar wyjechał z wioski znów pomyślał o swojej misji.
Muszę ich znaleźć za wszelką cenę, choćbym miał odwiedzić wszystkie miasta i wioski w Galatharze.
Nagle zupełną ciszę przerwał świst i po chwili Ludgar poczuł okropny ból. Złapał się za ucho, dostał kamieniem i to go ogłuszyło. Chwilę później poczuł jak ktoś łapie go za rękę i zwala z konia, spadł na ziemię. Gdy spojrzał w górę ujrzał czterech mężczyzn, było ciemno więc nie widział ich twarzy.
– Widzieliśmy cię w karczmie – odezwał się jeden z nich. – I słyszeliśmy co powiedziałeś karczmarzowi.
– Pytałeś o pięciu młodzieńców i starca – powiedział drugi.
Ludgar otworzył szeroko oczy.
– Widzieliście ich? – spytał szybko. – Wiecie gdzie są?
Wszyscy czterej wybuchnęli śmiechem. Ludgar szybko zdał sobie sprawę, że nie zatrzymali go po to aby mu pomóc.
– Niestety nie – odpowiedział mężczyzna nadal się śmiejąc. – ale tak się składa, że my także ich szukamy ponieważ dowiedzieliśmy się, że mają pewien medalion za który można dostać niezłą sumkę.
– Dowiedzieliście się? – spytał Ludgar z niedowierzaniem. – Skąd?
- Nie wiesz? – mężczyzna znów zaśmiał się wraz ze swoimi towarzyszami. – Myśleliśmy, że wiesz skoro ich szukasz. Król Baltasar wysłał listy do każdego miasta. Pisał w nich, że pewna grupa młodych uciekinierów przemierza Galathar przetrzymując medalion. Kto im go odbierze i odda królowi otrzyma sporą nagrodę pieniężną. I właśnie my chcemy tę nagrodę zdobyć.
Ludgar był zszokowany. Mężczyzna przykucnął obok niego i złapał go obydwoma rękami za kołnierz. Zbliżył do niego swoją twarz, Ludgar zdał sobie teraz sprawę, że widział go w karczmie.
– A teraz powiesz nam co o nich wiesz – jego oddech cuchnął – Wszystko. Kim są, skąd pochodzą.
Dość tego.
Ludgar złapał go za ręce i z całej siły uderzył go głową w nos. Mężczyzna krzyknął i upadł trzymając się ręką za twarz, spomiędzy palców ciekła mu krew. Jego towarzysze zerwali się z wściekłością i rzucili na Ludgara, jednak ten błyskawicznie odskoczył w bok i podbiegł do swojego konia, wyciągnął miecz spod siodła i skierował go w ich stronę. Wszyscy trzej wyciągnęli noże i otoczyli go.
Co za głupcy.
Ludgar uśmiechnął się, lecz po chwili jego twarz spoważniała.
– Żyję by służyć – zaczął wypowiadać słowa których go nauczyli. – Żyję by bronić niewinnych.
Jeden z mężczyzn cofnął się o krok.
– Czekajcie – powiedział niepewnie. – Już gdzieś słyszałem te słowa.
Jego towarzysze spojrzeli na niego, nie wiedząc co robić.
– Żyję by plewić zło – ciągnął dalej Ludgar. – By oczyszczać ziemię z niewierzących. Nie będę miał żony, nie będę miał potomków. Będę zawsze czysty, aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg.
– To Zakon Błękitnej Róży! – znów krzyknął jeden z nich cofając się tym razem o dwa kroki. Wszyscy trzej nadal stali w miejscu, jednak trzymali noże w gotowości. Ludgar czekał niewzruszony z mieczem w dłoniach.
– Do diabła z nim! – mężczyzna krzyknął z wściekłością – zabić go!
Rzucili się na niego. Ludgar kopnął w klatkę piersiową tego, który był najbliżej, uniknął ciosu drugiego, zrobił obrót, zamachnął się mieczem i uciął rękę trzeciemu napastnikowi. Nie czekał, szybko wbił miecz w brzuch drugiego i rozpłatał gardło temu który już nie miał ręki. Trzeci napastnik znów skoczył do niego.
Zły pomysł.
Ludgar wbił mu miecz prosto w serce przeszywając go na wylot.
Teraz spokojnie podszedł do czwartego mężczyzny. Wstał i zaczął się cofać, krew nadal ciekła mu z nosa, na jego twarzy malowało się przerażenie.
– Zostaw mnie! – krzyknął w akcie rozpaczy. – Pozwól mi odejść.
Ludgar podniósł miecz wskazując na niego.
– Jesteś złym człowiekiem – rzekł spokojnie.
Wziął zamach i uciął mu głowę która potoczyła się po ziemi, jego ciało padło bezwładnie.
Ludgar otarł zakrwawiony miecz o trawę.
– Więc podły król wysłał listy gończe – powiedział sam do siebie. – Niech to! – tupnął z wściekłością o ziemię. – Dlaczego nic nam nie wychodzi? Dlaczego cały plan idzie w łeb?
Spojrzał w niebo patrząc na księżyc, był piękny.
– Cóż, muszę dalej kontynuować swoją misję. Nic innego mi nie pozostało.
Wskoczył na konia. Już miał ruszyć, lecz nagle coś sobie przypomniał. Zamyślił się, w głowie miał teraz ostatni sen.
- Zawiodłem cię Wilku – pokręcił głową rozczarowany. – Przykro mi, ale nie mogę teraz ich szukać. Mam ważniejszą sprawę do załatwienia.
Zawrócił konia i ruszył w stronę świątyni zakonu.


22 sty 2014 13:35:42
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 20 sty 2014 9:04:49
Posty: 98
eCzytnik: Kindle
Post Re: Czas mścicieli
Zaciekawiłeś mnie i chyba będę śledzić Twojego bloga ;)


28 sty 2014 10:18:20
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 13 sty 2014 17:54:32
Posty: 4
Post Re: Czas mścicieli
Ninaky, bardzo mnie to cieszy. :)
Zapraszam na bloga, dziś opublikowałem tam kolejny rozdział. :)


05 lut 2014 15:21:03
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 27 sie 2014 16:45:51
Posty: 45
Post Re: Czas mścicieli
Podoba mi się to co przeczytałam, a skończyłeś już wysyłasz gdzieś po wydawcach itp. Napisz ;-)


27 sie 2014 17:00:45
Zobacz profil
Użytkownik

Dołączył(a): 13 sty 2014 17:54:32
Posty: 4
Post Re: Czas mścicieli
Jeszcze nie skończyłem ale już niewiele brakuje. Mam nadzieję, że się nie rozmyślicie :)
Gdy wszystko już będzie gotowe od razu dam znać, będę wysyłał także prywatne wiadomości do zainteresowanych książką osób. ;)


26 lis 2014 22:09:40
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron