Teraz jest 04 gru 2020 0:55:13




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
Szafirowa Krew |Fantasy| 
Autor Wiadomość
Post Szafirowa Krew |Fantasy|
Jest to opowiadanie wypełnione magią, mrokiem, akcją oraz wiarą w to, że przeznaczenie można zmienić. W powieści jest rasa ludzi, czarodziejów, oraz elfów i mrocznych elfów. Główną bohaterką jest Saithis; nastolatka, która od zawsze pragnęła zostać sławną zielarką i wspomóc w ten sposób imperium. Melaronthia to kraj pogrążony w wojnie. Wojnie miedzy ludźmi, a mrocznymi elfami Władca kraju na pierwszy rzut oka robi wszystko, aby uratować swych poddanych przed klęską, ale czy na pewno? Czy nie ma nic wspólnego ze swymi odwiecznymi wrogami?
Kłamstwa i intrygi, główna domena tego opowiadania.
Magia używana przez obie strony, poszerzająca się, słabnąca, a zarazem rosnąca z minuty, na minutę. Nigdy niespotykane stworzenia, mroczne fakty i wiejska, niepozorna dziewczyna – Saithis – posiadająca siostrę, o której się dowiaduje dopiero w środku chaosu.
Saithis – imię elfie, nadane przez elfa. Saithis – dziewczyna, która w wieku siedemnastu lat odkrywa swoje zdolności, siłę, a z czasem i pochodzenie...
Saithis - dziecko przepowiedni.

Zapraszam do czytania ;)
------------------------------------------------------------------
PROLOG
„…Wkroczyła do wypełnionej słońcem i magią krainy. Zewsząd otaczała ją zieleń. Wszystko spokojne i zrównoważone, mające swoje miejsce. Tak inne, różne od świata, w którym żyła. Spokojna rzeka, płynąca przez środek miasta Mirindsell, zdawała się przynosić spokój i ulgę siedzącym nad nią elfom. Jasne promienie słońca odbijały się od różnokolorowych kryształów, znajdujących się na brzegach skał, otaczających miasto, tworząc przepiękną paletę barw. Każda mijana ją osoba miała na szyi odłamek tego klejnotu.
Ubrana była w bluzkę bez rękawów i spodnie, sięgające do łydek. Długie, czarne włosy opadające na łopatki, splecione miała w warkocz. Na prawym ramieniu spoczywał łuk. Stała na jednej ze skał i patrzyła na wszystko z góry. Po wschodniej części miasta rozpościerał się ogromny las, a w jego centrum znajdowało się jezioro.
Na południu można było dojrzeć morze. Szerokie, rozległe i zdające się nie mieć końca. W powietrzu unosiły się ptaki, zmieniając co chwilę wysokość oraz tor lotu.
Nagle obraz zaczął się zamazywać, rozpraszać nieubłaganie, aż w końcu zniknął…”



Otworzyła powoli oczy i westchnęła, zrezygnowana, co noc śniło jej się to samo. Spojrzała w stronę okna. Czerwona poświata słońca zakradała się do pokoju, rzucając na podłogę i ściany nieprzyjemne, długie cienie. W powietrzu unosił się soczysty zapach roślin. Wstała. Przeczesała dłonią czarne niczym smoła włosy i ziewnęła. Oparła głowę o dłonie i starała przypomnieć sobie dokładnie przebieg snu. Jezioro. Rzeka. Las. Z każdą chwilą coraz to więcej wspomnień jej umykało. Wytężyła umysł, jednak pogorszyło to tylko sytuację. Nagle, jak za pomocą magicznej różdżki, przypomniały jej się słowa swojego mistrza. „Im mocniej ściśniesz dłoń, tym więcej informacji Ci z niej wycieknie”.
Owe zdanie miało na celu uświadomić jej, iż nigdy nie powinna iść do celu po trupach. Dopiero teraz zdawała się je rozumieć. Wyciszyła się i ponownie sięgnęła do zakamarków swego umysłu.
Czuła, że się unosi, leci w powietrzu. Po chwili wyłoniła się zza białych chmur i ponownie zobaczyła ten rzadko spotykany widok. Powoli spada w dół. Nie boi się. Zaraz dotknie stopami ziemi…
- Pani?
Warknęła. Znowu wspomnienie jej uciekło. Podniosła wzrok i utkwiła go w stojącej przed nią postaci. Nie sposób było dojrzeć jej twarzy, ponieważ stała w cieniu, lecz po głosie mogła rozpoznać, że jest to kobieta.
- Kim jesteś i czego chcesz? – spytała niezbyt przyjemnym tonem. – Podejdź – dodała po chwili ciszy.
Przed nią stanęła niskiego wzrostu dziewczyna. Na głowie miała chustę, a w dłoniach trzymała pożółkły kawałek pergaminu. Spuściła, zawstydzona, głowę i podała go czarnowłosej kobiecie. Saithis – bo tak miała na imię – uniosła, zdziwiona, brwi i zaczęła czytać.


„Droga ulütragd!

Przede wszystkim jako przedstawicielka Rady, chciałam Cię w imieniu wszystkich członków przeprosić. Miałam przekazać Ci te informacje osobiście, jednakże zaistniałe okoliczności nie pozwoliły mi na to. Służka, która przyniosła Ci tę wiadomość, jest w posiadaniu Wielkiej Księgi. Masz za pomocą niej dokończyć szkolenie. Miesiąc. W tym odstępie czasu powinnaś opanować resztę umiejętności. Po upływie równego miesiąca spotkamy się w Corswell przy przystani.

Sellesta tronüm santin catrül ekt”.


Kiedy skończyła czytać, na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Przesunęła opuszkami palców po słowie ulütragd. Była z siebie dumna. Jej nauczycielka, pierwszy raz użyła wobec niej tego określenia. Oznaczało ono „gotowa”.
Saithis była świadoma tego, iż takich przydomków używano tylko wobec, osób będących gotowymi przejść próbę. Dziewczyna była zadowolona, piekielnie zadowolona. Miała zaledwie siedemnaście lat, a już mogła przejść test, na który niektórzy ludzie czekają latami.
Jej życiowym celem było jak najlepsze służenie imperium. Chciała pomóc w tworzeniu utopii, którą obiecał światu władca całej Maleronthi. W wieku czternastu lat zaczęła się uczyć sztuki zielarstwa. Poznawała rośliny i ich właściwości. Uczyła się jak sporządzać trucizny i antidota, aż w końcu była, jak to określiła jej nauczycielka, „ulütragd”.


***
***
Głęboko, w najdalszych otchłaniach podziemnych królestwa, znajdowała się kraina, nieznająca zieloności i słońca. Kraina, należąca do Mrocznych Elfów. Rasy równie tajemniczej, jak niebezpiecznej. Niewielu widziało na własne oczy ich miasta, ale ci, którzy tego dokonali, przynosili ze sobą opowieści, pełne zachwytu nad ich architekturą, kunsztem zdobniczym, wyrobem broni, sztuką magiczną, mądrością i okrucieństwem. Było w nich sporo prawdy. Majestatyczne podziemne domy, pałace i świątynie, wykute w kamieniu, zdobione tajemnymi znakami, ornamentami na kształt sieci pajęczych, wieńczone wielokrotnie scenami krwawych walk, robiły zapierające dech w piersi wrażenie. Także ich magowie nie mieli sobie równych. Dawne legendy mówią nawet, że Elfy nauczyły się sztuki magicznej właśnie od swych mrocznych braci. Teraz jednak królestwo Mrocznych Elfów było zagrożone. Trwająca od lat wojna wyniszczyła ich zasoby. Ich siła słabła.

- Wspaniała Pani. Może Pani wejść - wyszeptał i pokłonił się głęboko młody Mroczny Elf, widocznie sługa odźwiernej. Earoth poruszyła się. Bezgłośnie wstała. Udała się do świątyni. Chłopiec otworzył dla niej drzwi.
Sala, do której weszła, była nader surowa jak na salę świątynną. W istocie była to jedna z bocznych naw, służąca Wyroczni do prywatnych spotkań. Earoth nie wiedziała, po co została wezwana, ale czuła, że będzie to nader ważna wiadomość.

Wyrocznia siedziała, właśnie, na trójnogim podeście. Była to kobieta straszna i surowa, pamiętająca najstarsze czasy panowania Mrocznych Elfów. Jej oblicze było spokojne i skupione. Jej twarz, poorana bliznami czasu skrywała zapomnianą wiedzę minionych eonów.
- Witaj, Wielka Pani - Earoth upadła na twarz przed Wyrocznią.
- Powstań – nakazała tamta. – Nie czas teraz na to.
Dziewczyna wstała w milczeniu, śledząc każdy ruch mówiącej.
- Zapewne zastanawiasz się, po co cię wezwałam - rzekła tamta - Moja miła Earoth. Jesteś mi bliską osobą. Wychowywałam cię jak córkę, uczyłam cię i przygotowywałam do wypełnienia twego przeznaczenia i… poznałam twe wnętrze. Czasy są ciężkie. Wiesz o tym. Wezwałam cię tu, bo jesteś jedyną osobą, której mogę zaufać.
Dziewczyna zadrżała. Słowa, wypowiedziane przez Wyrocznię, były dla niej wielkim wyróżnieniem. Starsza kobieta kontynuowała:
- Królestwo Mrocznych Elfów czeka teraz ciężki okres. Mój czas się kończy. Będę musiała odejść. Umieram…
Earoth pobladła:
- To nie może się stać. O Pani. Nie. Jesteśmy zgubieni. Nie ma Pani następcy…- zasłoniła rękoma usta.
- Nie mam następcy, to prawda. – Wyrocznia spojrzała badawczo na dziewczynę. – Tak mówiła przepowiednia, tak miało być. Nim nie nadejdzie kres tego życia nie odnajdę następcy. Ale nie bój się, moje dziecko. Nie opuszczę was. Znajdę ciało dziecięcia, w którym się odrodzę. Jednak przez pierwsze pięć lat życia, nie będę w stanie używać Wysokiej Magii. Ze względu na ciało, które mogłabym przez to stracić. – Wyrocznia zasępiła się - Istnieje też niebezpieczeństwo, że podczas odradzania moją duszę przejmą Ludzie lub Elfy. Mają dość dobrych magów, by to uczynić. Wtedy będą mogli ją nawet zniszczyć, jeśli będą na tyle głupi – zaśmiała się kobieta – oni wiedzą, że umieram. Czują, że moc Imperium Mrocznych Elfów słabnie.

***
- Pani - rozległ się cichy szept.
Zakutana dziewczyna ciągle jeszcze tam stała. Saithis, pogrążona w myślach, niemal zapomniała o jej obecności. Teraz przyjrzała się jej dokładniej. Była młoda i nawet ładna, ale gruba warstwa ubrań, chusta na głowie i przygarbiona postawa sprawiały, że na pierwszy rzut oka można było ją wziąć za staruszkę. Na jej twarzy malował się dziwnie wygłodniały wyraz. Czyżby chciała pieniędzy? Saithis wygrzebała z kieszeni kilka drobnych monet i wcisnęła je dziewczynie w rękę.
- To za dostarczenie mi listu - powiedziała. - Podziękuj twojej pani.
- Wolałabym jedzenie - wymamrotała dziewczyna ledwie słyszalnym głosem.
- Mi też brakuje żywności - odparła Saithis. - Idź już.
W czasach wojny, choć ciężko było o jedno i drugie, łatwiej jej było zdobyć pieniądze, niż chleb. Cierpiała z jej powodu tak jak wszyscy i tak samo jak wszyscy pragnęła jej końca. Za pomocą znajomości ziół nie mogła wprawdzie zgasić płonących miast, ani odeprzeć armii mrocznych elfów, ale mogła, choć czasem ratować ludzi.
Spojrzała na grubą, oprawioną w brązową skórę księgę, którą zostawiła tu dziewczyna w chuście. Wielka Księga. Zaczynała, więc swój przedostatni etap szkolenia. Wiedziała już gdzie znajduje się wszystkie dobroczynne i szkodliwe zioła, znała ich właściwości i umiała na pamięć receptury, według których warzyło się z nich magiczne napary. W Wielkiej Księdze znajdowały się zaklęcia, mające na celu zjednać jej przychylność ziół i pieśni, które należało śpiewać przy ich zbieraniu. Na tym kończył się zakres wiedzy, której mogła nauczyć się z ksiąg i od nauczycieli. Potem następowała próba w czasie, której miała poznać swojego Przewodnika.

Za jego pomocą miała posiąść wiedzę niewyrażalną, nauczyć się rozumieć mowę ziemi, poznać język roślin i wniknąć w ich myśli... Nie wiedziała, co jeszcze miał jej przekazać Przewodnik. Wszyscy wtajemniczeni członkowie Bractwa wiedzę zdobytą od ich Przewodnika nazywali po prostu resztą.


14 lip 2009 12:56:51
Użytkownik

Dołączył(a): 23 kwi 2008 9:13:05
Posty: 4
Post Re: Szafirowa Krew |Fantasy|
No całkiem fajne pisz dalej opowiadanie z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały :D


07 wrz 2009 14:42:33
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do: